Tajlandia 2007

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII-XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [XXII] [XXIII] [XXIV] [porady]

Dzień 3. Ayutthaya - zwiedzanie

Pobudka miała być o 9:00, lecz całe szczęście znajomi obudzili nas o 7:00 wiadomością sms od rodziców. Wyruszyliśmy o 8:00 na zwiedzania. Po drodze szybkie zakupy śniadaniowe: chlebek, bułki, jogurt. Kupiliśmy także kartę telefoniczną w sklepie 7/11 (300THB), lecz nigdzie nie ma budki telefonicznej na rozmowy międzynarodowe.

Thailand - photos by keda

Thailand - photos by keda

Generalnie w Tajlandii bardzo ciężko chodzi się po chodnikach. Niby w większości są przy ulicy, lecz najczęściej zastawione budkami z jedzeniem, krzesłami, straganami itd. Człowiek nie ma praktycznie gdzie chodzić, a wszyscy dookoła jeżdżą czymkolwiek: songweje, tuk tuki, motory, skutery i inne cuda. Do tego wszystko wygląda jakby nikt nie przejmował się przepisami ruchu drogowego, więc przejazd na czerwonym świetle nie jest czymś rzadkim, lecz czymś najnormalniejszym w świecie. Każdy tutaj wciska się ile może, na trzeciego czy nawet czwartego wyprzedza, lecz każdy jest kulturalny, nikt nie używa klaksonu. Samochody są w najróżniejszym stanie, od gruchotów takich, że ledwo pokonują kolejne metry, aż po wielkie ciężkie pickapy lub samochody terenowe.

Zaczęliśmy zwiedzanie od Wat Ratburana (wstęp 30THB/os). Dosyć duży kompleks świątynny, całkiem nieźle zachowany. Jako, że była w miarę wczesna pora to mogliśmy w spokoju podziwiać ruiny świątynne bez zgiełku turystów. Niebo było kiepskie, a do tego ostre słońce nie pomagało w trakcie robienia zdjęć. Gdyby nie szara połóweczka (ND 0.9) to byłaby całkowita kicha, a tak coś tam udało się zrobić.

Thailand - photos by keda

Thailand - photos by keda

Po przeciwnej stronie drogi znajduje się kolejny kompleks świątyń o nazwie Wat Phra Mahathat (wstęp 30THB/os). Generalnie jest on większy, lepiej zachowany od zabudowań wcześniejszego miejsca, jedynie główna czedi jest mocno zniszczona, no i można podziwiać "Drzewo Buddy" tzn. drzewo, w którym jest skamieniała głowa Buddy. Na zdjęciach obiekt ten wyglądał kiepsko, lecz w rzeczywistości prezentuje się przyjemnie. Oczywiście "pan pilnowacz" pilnuje, żeby co łaska ofiarować za zdjęcie i podziwianie.

Zabudowa świątyń wygląda tak inaczej niż to co możemy podziwiać w Europie. Wszystko wykonane z kamienia i cegieł, do tego bogato zdobione płaskorzeźbami, rzeźbami i posągami. W środku znajduje się główny czedi, w którym najczęściej były przechowywane relikwie, znanych i ważnych mnichów, bądź Buddy. Dookoła tej budowli są 4 mniejsze czedi, usytuowane na rogach kwadratu. Czedi nie są idealnie proste są nachylone w stronę środka głównej budowli.

Idziemy dalej, cały czas na nogach, gdyż odległości nie są duże, lecz wysoka temperatura i słońce mocno daje się we znaki. Doszliśmy do Wat Si Smphet, czyli kolejny kompleks, trochę inny od wcześniejszych, inny rodzaj zabudowy, inne czedi, generalnie warto zobaczyć. Tutaj niestety trafiły się grupy turystów, i jakieś klasy dzieci z podstawówek, które miały chyba "wyjściową" lekcję angielskiego.

Zaczepiło nas kilka takich grupek, aby przeprowadzić z nami ankietę po angielsku, taki miły akcent. Trzeba kupić coś do picia, a tu zaraz obok stoi pani z kokosami. Kupujemy, aby spróbować, co to, pani bierze wielką maczetę odcina zręcznymi i szybkimi ciosami czubek kokosa, wkłada słomeczkę i gotowe. Całkiem niezły pomysł na ugaszenie pragnienie (20THB), no i niestety w Polsce takich atrakcji nie ma.

Thailand - photos by keda

Thailand - photos by keda

Gorąco jak cholera, więc chcemy wracać do domu. Drogę powrotną pokonujemy tuk tukiem. Oczywiście najpierw trzeba mocno zbić cenę. Bez tego ani rusz w Tajlandii. Najczęściej pierwsza cena podana przez nich będzie dużo za duża, w tym przypadku facet mówi, że 100THB za przejazd. Po kilkuminutowych targowaniu się jedziemy za 50THB. Czas na popołudniową drzemkę.

Jak człowiek wstanie to musi się najeść. Jakieś 10 metrów jest Tony's Place, do którego idziemy na obiadek. Dobre i tanie jedzenie: ryż z ananasem i orzechami, pad thai z toffu i kurczakiem, cola i fanta, całość 100THB, czyli całkiem znośnie.

Zaraz obok odbywa się mała budowa. Jak może wyglądać facet na tej budowie: klapeczki, krótkie spodenki, koszula, duży słomiany kapelusz, chustka na twarzy i wielkie wiaderko z piciem. Brak jakichkolwiek rękawiczek czy butów ochronnych, brak przestrzegania jakichkolwiek przepisów BHP, bo nie wierzę, że takowych nie mają.

Najedzeni idziemy gdzieś w okolice rzeki, a dokładniej niedaleko nocnego targu Hua Raw, aby znaleźć jakiegoś przewodnika z łódką, aby popłynąć na wycieczkę dookoła Ayutthayi.

Facet twierdzi, że za godzinną wycieczkę z 3 postojami w świątyniach to on chce, 500THB za nas oboje. Kręcimy nosami, że za drogo i idziemy dalej. Później napotykamy troje Hiszpanów, którzy też mają zamiar wybrać się na taką wycieczkę, wracamy do faceta i przechodzimy do kolejnej fazy targowania się. Stanęło na tym, że koszt wycieczki to 700THB za nas pięcioro za 2 godzinna wycieczkę z trzema postojami. Chyba całkiem niezły deal.

  • I stop: Wat Chai Wathanaram (30THB), pięknie zachowany kompleks, nikogo oprócz nas nie było, chyba najładniejsza świątynia, jaką dzisiaj do tej pory widzieliśmy.
  • II stop: Wat Phutthaisawan z posągiem leżącego Buddy, generalnie taki sobie, niby wszystko ładne, kolorowe, z przepychem złota, ale jakoś takie bez wyrazu, posąg także nie zrobił wrażenia.
  • III stop: nie było, bo skończył nam się czas i pan nawet nas o tym nie poinformował tylko od razu wrócił na miejsce.

Thailand - photos by keda

Thailand - photos by keda

W trakcie wycieczki można było obserwować normalne życie ludzi, pranie i kąpiele w rzece, odrabianie lekcji przy pomoście, wielkiego warana w wodzie.

Wycieczka na pewno warta grzechu i jak dla mnie obowiązkowy punkt programu, świetny sposób na spędzenie upalnego popołudnia, choć tych kompleksów świątynnych i ruin po dzisiejszym dniu mamy dość na jakiś czas. Nie wiem, czemu w Paskalu jest tylko wspomniane, że jest taka możliwość. Jak dla mnie powinno to być na maksa zachwalane.

Szybki powrót do hotelu, po drodze zajadając się bananami, po statyw. Aga została w pokoju a ja szybko napieram do świątyń, aby załapać się jeszcze na zachód słońca i wieczorne focenie ruin.

Ustawiam się i czekam. Zachód kiepski, lecz zaczyna robić się przyjemne granatowe niebo zrobiłem kilka strzałów i chcę przenieść się w inne miejsce a tu już ciemno jak w d..pie. To ci niespodzianka. Słyszałem coś o tym, lecz nie zdawałem sobie z tego sprawy. Otóż w Azji jest generalnie tak, że jak zajdzie słońce, to ładnego "fotograficznego" nieba jest kilka no może kilkanaście minut i zaraz ciemnica.

Jutro czeka nas droga do Sukhotai.

Poprzedni dzień Następny dzień